Zapomnijcie jaki jest tytuł tego wpisu i spróbujcie zgadnąć skąd się bierze woda w automatach do kawy u mnie w szkole? Taak... Wybaczcie jakość zdjęć, ale robione telefonem:
Ponoć skala ocen jest taka: 1, 2, 3, 4, 5, 6 (mistyczna ocena, nikt nie widział, nikt nie słyszał). Tylko nauczycielom zaczęło się robić ciasno w tym zakresie, tak więc w naszym liceum mamy dwie dodatkowe.
Pierwsza to 1! (jedynka z wykrzyknikiem) - służy napiętnowaniu tumanów którzy nie napisali pracy na więcej niż ok. 10% (jednak na każdym przedmiocie próg procentowy otrzymania wykrzyknika jest inny).
Druga to... zero - 0. Tak, tak - zero. Zero jest wyjątkowo złośliwe, bo jeśli nauczyciel wylicza ocenę końcową na podstawie średniej ważonej, to nawet jak się ma dobre oceny (3, 4) ze sprawdzianów nie ma mowy o nawet dwójce na koniec roku. Tak było ze mną - miałem oceny 3, 4, 3, 3 myślałem, że nic mi nie grozi, trójka murowana u tu zonk! Mam na koniec lachę. Jakim cudem? Otóż nie było mnie kilka dni, miałem usprawiedliwione nieobecności, ale co z tego, okazało się, że mam trzy sprawdziany nie napisane i za nie ocenę 0 (nb - nieobecnosć, na jedno wychodzi). Efekt był taki, że moja średnia ważona tak spadła, że nie miałem 3 na koniec roku, tylko dopiero po zaliczeniu jakiegoś sprawdzianu (napisanego na 4...) miałem 2 na koniec roku.
Sympatycznie, prawda? Edukacja w Polsce jest zua.


I jak tu szkoła ma nie dobijać? ;)
Szukaj |
Kategorie
Archiwum |
|||
